Co było przed?

Im bardziej się zbliżał do jeziora, tym bardziej wyraźniejsza była jej sylwetka. Spostrzegł, iż miała na sobie przewiewną, czerwoną sukienkę sięgająca jej do kolan. Był już pewny, że to musiała być jego córka. Tylko dlaczego ona tutaj stoi, skoro pięć lat temu widział, jak umierała podczas bitwy?
-Ty żyjesz – odezwał się.
Dziewczyna podskoczyła. Wszędzie rozpozna głos swojego ojca. Ostrożnie odwróciła się w bok, a Severus był coraz bliżej jeziora, obok którego stała. Zadrgała, gdy dostrzegła bardzo dobrze znany jej wyraz twarzy Severusa Snape’a. Wiedziała, że będzie miała kłopoty.
Nie miała pojęcia co powiedzieć. Odwróciła się w drugą stronę i miała zamiar uciec, jednakże silny uścisk na ramieniu jej to uniemożliwił. W następnej sekundzie poczuła, jak… nie mogła uwierzyć w to, że ją do siebie przytulił.
Jednakże po chwili, mężczyzna odsunął ją od siebie na długość ramion.
-Gdzieś ty była?! Przez pięć lat dziewczyny i matka rozpaczały, że nie żyjesz – warknął, nie ukrywając swojego zdenerwowania.
-Byłam ciągle w Hogsmeade – odpowiedziała krótko.
-Nie dawałaś znaku życia – warknął. – Przecież umierałaś prawie że w moich ramionach!
Westchnęła. W oczach bruneta widziała ból, jednakże także złość. Rozumiała to.
-Pamiętasz, jak mi wtedy podałeś eliksir?
Na potwierdzenie kiwnął głową.  
-Zadziałał dopiero następnego dnia. Nie mam pojęcia jak. Muszę przyznać, iż byłam wtedy martwa, jednak chyba dano mi drugą szansę na naprawienie moich błędów.
-Naprawienie? Kaja! Zadałaś nam WSZYSTKIM największy ból, jakimkolwiek mogłaś nas obdarować!
Milczała.
-Powiedz mi: Jak to możliwe, że „ożyłaś” dzień później, skoro trzy dni po bitwie razem z matką cię pochowaliśmy?!
-To była „kukła” – oznajmiła. – Znalazłam gdzieś do tego zaklęcie w Dziale Ksiąg Zakazanych, jak jeszcze chodziłam do Hogwartu.
-Niby jak mogłaś tam wejść, skoro… mniejsza. Jak mogłaś takie cierpienie dać swojej jedynej matce i swoim siostrom?
-Bałam się spojrzeć wam w oczy – stwierdziła zgodnie z prawdą. Bardzo się tego bała.
-Przez pięć lat ukrywać się przed rodziną… Gdzie dokładnie byłaś?!
-Powiedziałam, że tutaj, w Hogsmeade.
-Konkrety Kaja. Chcę konkretów.
-W małym mieszkanku.
-Gdzie się znajduje?
Nie dość, że takie krótkie odpowiedzi otrzymuje, to jeszcze musi więcej zadawać cholernych pytań. No cóż… łatwo nie odpuszcza.
-Nie powiem! Po co w ogóle chcesz wiedzieć?!
-Chcę wiedzieć, w jakich warunkach mieszkała moja córka przez te lata.
-Daję sobie radę, tato – mruknęła.
Świdrował ją wzrokiem. Musiał przyznać, że zmieniła się. Zaokrągliło jej się ciało w odpowiednich miejscach, policzki bardziej zarumienione, jednakże nadal miała szczupłe ciało, te same kości policzkowe, ten sam kolor włosów, a przede wszystkim czekoladowe oczy, które często były wypełnione szczęściem, radością i miłością. Teraz były napełnione smutkiem. Ale coś kompletnie się w niej zmieniło.
Chwycił ją gwałtownie za nadgarstek, i nim dziewczyna zdążyła zareagować, poczuła charakterystyczne uczucie wokół pępka.
~*~
-Tośka! Avada! Domi! – zawołał ciągnąć za sobą Kaję oraz wchodząc do bardzo znanego dla obojga domu.
-Puść mnie! – powiedziała błagalnym głosem. Obawiała się reakcji rodziny. Wyciągnęła szybko swoją różdżkę i rzuciła zaklęcie, przez co została okrytą niebieskawą peleryną. Założyła kaptur i spuściła wzrok.
-Co się dzieje tato? – dobiegł ich głos jednej z dziewcząt.
Szatynce zaczęło bardziej bić serce rozpoznając głos Avady Snape. Często jej pomagała, doradzała… miała z nią rewelacyjne relacje.
-Przyprowadź mamę i siostrę do salonu – odpowiedział twardym głosem.
-A kim jest…? – zaczęła Av.
-Zaraz się dowiesz.
Snape pociągnął za sobą towarzyszkę, prowadząc ją do salonu.
Kiedy oczekiwali na pozostałą trójkę, dziewczyna wyrywała się z ścisku ojca.
-Uspokój się w końcu – warknął.
-Severusie… Kim jest ta osoba obok ciebie? – usłyszeli spokojny głos.
Kai zebrało się znów na płacz. Przez pięć lat nie słyszała tego kojącego dla serca głosu jej rodzicielki.
-Lepiej usiądźcie – odparł.
Snape’owe posłuchały go.
-Ciągle nosicie te czarne ubrania? Po co? – sarknął.
-My nadal jesteśmy w żałobie po śmierci Kai – odpowiedziały jednocześnie najmłodsze członkinie rodziny, nie wliczając Kai Snape.
-Ściągaj już ten kaptur – syknął w stronę Dziewczyny w Niebieskawej Pelerynie.
Przymknęła na chwilę oczy, wciągnęła powietrze i wolną ręką ściągnęła kaptur. Kobiety zszokowały się. W tym samym czasie zakryły usta i z niedowierzaniem patrzyły na przybyłą.
-KAJA! – zawołała Avada. Wstała energicznie z kanapy i „napadła” na długowłosą. Zaszkliły im się oczy. Po pięciu latach… Po tak długiej rozłące… - Ty żyjesz… Jak… CZEMUŚ NAM TO ZROBIŁA?! – wrzasnęła na nią z wyrzutem. – MY WSZYSCY NIE MOGLIŚMY SIĘ OTRZĄSNĄC PO TWOJEJ ŚMIERCI! A PO POGRZEBIE BYŁO JESZCZE GORZEJ!!
-Przepraszam was. Naprawdę…
-Jak to się stało, że żyjesz? Przecież widzieliśmy jak zamykali trumnę Z TWOIM ciałem! Jak ją spuszczali w głąb grobu! – odezwała się Tośka.
-Mamo…
I zaczęła mówić to, co opowiedziała nad jeziorem Severusowi.
-Dlaczego do nas nie przyszłaś? Czemu nas opuściłaś? – spytała Toś z łzami w oczach.
-Jak mówiłam: Bałam się spojrzeć wam w oczy. Nie opuściłam was. Po prostu…
-Uciekłaś nic nam nie wyjaśniając – wtrącił się Snape.
-Żałuję tego. Każdy człowiek w swoim życiu czegoś żałuje. 
Nastała cisza. Cała czwórka przyglądała się brązowookiej. Kobiety nie umiały uwierzyć w to, że jednak dziewczyna, która zginęła z czyjś rąk podczas bitwy naprawdę żyje.
-Kaja…?
-Co jest, Av?
-Czy ty nie jesteś przypadkiem… w ciąży?
Nie odpowiedziała.
-OD KIEDY?! – wrzasnęli jednocześnie rodzice.
-Który miesiąc? – zapytały jednocześnie pozostałe siostry.
-NIE JESTEM W CIĄŻY! – ryknęła na cały głos.
-Wypij to. – Severus wyciągnął rękę ku stojącej nadal obok niego dziewczynie. Trzymał jakiś flakonik, który wytrzasnął nie wiadomo skąd.
-Nie! – zawołała. Rozpoznała ten eliksir.
-Niby dlaczego? – zapytał podejrzliwie.
-Nie będę po prostu zatruwała mojej wątroby z eliksirami! Kiedyś się do was odezwę – mówiąc, zmierzyła do wyjścia.
Zamknęła z trzaskiem drzwi wejściowe i zmierzyła już w stronę furtki. Chciała już się deportować z powrotem do miasteczka przy Hogwarcie, gdy usłyszała, jak ktoś ją woła.
-KAJA!
Odwróciła się.
-Mamo… Za niedługo się do was znów odezwę. Obiecuję to. Uwierz, iż…
-Kto jest ojcem? – wypaliła.
-Ja nie jestem w ciąży – powiedziała dość dziwnym spokojem w głosie.
-To dlaczego nie chciałaś wypić eliksiru wykrywającego płód?
-Nie chciałam. Po prostu nie chciałam.
-Musisz mieć dokładniejszy powód.
Westchnęła.
-Dlaczego musimy żyć? Czemu dano nam możliwość do życia? – spytała.
Pani Snape nie miała pojęcia, skąd takie pytania przychodzą do głowy jej córce.
-Żyjemy po to, by umierać. Razem.
-Już doznałam śmierci… – mruknęła z tajemniczą barwą głosu.
-Ale żyjesz. Wtedy eliksir zadziałał…
-Nie o to chodzi, mamo.
-A o co?
Spojrzała znacząco na matkę.
-Powiedz mi w końcu, kto jest tym ojcem – nalegała opanowanym głosem.
W oczach młodej kobiety stanęły łzy. Bez słowa deportowała się.
~*~
-Dowiedziałaś się? – spytał Mężczyzna w Czarnej Szacie.
-Domi, Av… Idźcie do swoich pokoi – powiedziała stanowczym głosem.
-Ale… - zaczęła Avada, jednakże jej przerwano.
-Natychmiast do pokoju!
-My jesteśmy już dorosłe, więc wymagamy tego, by móc także usłyszeć coś o naszej siostrze – odezwała się Domi.
-Wiem o tym, ale muszę o tym porozmawiać z waszym ojcem. Na OSOBNOŚCI.
Spuściły głowy i posłusznie oddaliły się od rodzicielki, która zmierzyła w stronę salonu. Severus usiadł na kanapie.
-Dowiedziałaś się? – ponowił pytanie.
-Nawet nie mam pojęcia, czy faktycznie jest w ciąży – odparła.
-Sugerujesz, że jestem ślepy? Przecież było widać. Trzeci miesiąc jak nic.
-Gdyby tak było, to byśmy od razu to zauważyli. – Skrzyżowała ręce na piersi.
Wywrócił oczami.
-W dodatku dziwne pytanie mi zadała… - mruknęła.
-Jakie? – Zaciekawił się.
-„Dlaczego musimy żyć? Czemu dano nam możliwość do życia?” – odpowiedziała dokładnie przypominając sobie słowa córki.
-Ciekawe dlaczego takie coś wpadło jej do głowy…
-Nie mam pojęcia. Jestem jednak pewna, że nie jest w ciąży. Powiedziałaby mi to.
Zmierzył ją wzrokiem, po czym uniósł jedną brew.
-A mi by nie powiedziała? – warknął. – Niby czemu?
-No cóż… - udała, że się zastanawia. – Przed bitwą przez lata mieliście dość… napiętą relację.
-A jak wyjaśnisz to, że nie chciała wziąć tego eliksiru? – uśmiechnął się sarkastycznie.
-Mówiła, że nie chce zatruwać sobie wątroby eliksirami – stwierdziła. Miała już powoli tego dość.
-A czy nie mówiła ci imienia ojca dziecka?
-Severusie! – zawołała, opuszczając kończyny.
-Trafiłem. – Uśmiechnął się z triumfem.
Westchnęła. Zajęła miejsce obok małżonka.
-Dobra… zapytałam jej się po raz drugi, kto jest ojcem, a ona bez słowa się deportowała.
-Złożymy jej jutro wizytę w Hogsmeade – oznajmił po chwili ciszy.
~~~
-Słyszałaś? – szepnęła Avada w stronę siostry. Mimo rozkazu ich matki, one się jej nie usłuchały i podsłuchały rozmowę rodziców tuż za drzwiami do pokoju gościnnego.
-Idziemy?        
-Nie teraz. Skradniemy się do miasteczka tuż po świcie – odparła Av i razem szybko uciekły do swoich pokoi.
~*~
-Domi! – szeptała, szturchając swoją siostrę. – Domi, wstawaj!
-Która godzina…? – mruknęła.
-Nie wiem, ale właśnie jest już świt. Miałyśmy iść do Kai.
Szatynka od razu poderwała się z łóżka.
-Naszykuj się. Rodzice jeszcze śpią. Czekam na ciebie w salonie – oznajmiła Avada, wychodząc z pokoju panny Snape.
Kilka chwil później, do pokoju gościnnego weszła Domi.
-Idziemy – powiedziała cicho przybyła.
Wyszły z domu, po czym gdy przekroczyli granicę posesji, teleportowały się do ich celu: Hogsmeade.
Wylądowały za Trzema Miotłami. Weszły na alejkę, by potem pójść wzdłuż niej i znaleźć mieszkanie ich siostry. Zajęło im to prawie pół godziny. Przy płocie spostrzegły tabliczkę z napisem:
Gabrielle Snape – Serdecznie pozdrawia!
-Przecież Kaja ma na imię Kaja, a nie Gabrielle – odparła Domi.
-Ale Gabrielle to jej drugie imię. Pomyśl chociaż.
-Nie obudziłam się jeszcze do końca.
Popatrzyły na siebie porozumiewawczo, po czym pokiwały lekko głową. Otworzyły furtkę, przeszły przez chodnik i zadzwoniły. Musiały trochę długo czekać, aż usłyszały zbliżające się kroki. W drzwiach stanęła właśnie kobieta, do której przyszły. Miała na sobie turkusowy szlafrok. Nie wyglądała na zbyt zdrową. Pod oczami miała bardzo widoczne worki, a włosy były rozczochrane.
-Avada? Domi? Co wy tu robicie? – zapytała zdziwiona.
-Przyszłyśmy odwiedzić siostrę. – Avada uśmiechnęła się.
-Po tym wszystkim? – niedowierzała. – Wchodźcie. – Otworzyła szerzej drzwi, by wpuścić je do środka. – Chodźcie do salonu. Zrobię wam coś ciepłego do picia.
Cała trójka poszła na miejsce, o którym mówiła jedna z nich.
-Czekolady, kawy, herbaty…? – spytała przybyłe.
-Czekolady – odpowiedziały w tym samym czasie, co wywołało u wszystkich śmiech.
-Zaraz wam przyniosę – odparła, kiedy się uspokoiła. Wyszła z salonu i zmierzyła do kuchni.
-Lepiej nie zaczynajmy od tematu, no wiesz… ciąży – oznajmiła Domi.
-Spokojnie. Wiem o tym – zapewniła ją druga.
Kilka chwil później wróciła gospodyni domu trzema kubkami przepysznej, gorącej czekolady. Miała już rozczesane włosy. Gdy podała siostrom napoje, zaklęciem zrobiła sobie długiego, grubego warkocza, którego miała na boku.
-Jaki cel ma wasza wizyta u mnie?
Na odpowiedź musiała długą chwilę czekać.
-Em… Chciałyśmy po prostu… porozmawiać – zająknęła się Domi spuszczając wzrok i patrzyła swoimi niebieskimi oczami na swoje kolana.
-Błagam dziewczyny… - Westchnęła. – Nie każcie mi znów tłumaczyć to, dlaczego nie dawałam znaków życia. Chociaż wy.
-O tym akurat nie chciałyśmy – stwierdziła niebieskooka.  
-A o czym? O nie… - Pokręciła głową na porozumiewawcze spojrzenia, które wymieniły przybyłe. – Mama tu przyjdzie?
-Plus ojciec – podkreśliła Domi.
Długowłosa opadła na oparcie fotela i głośno westchnęła.
-Kto jest tym ojcem, Kaja?
Siostra dała kuksańca w żebro Avadzie, zaś Kaj wstała energicznie z fotela.
-ILE RAZY MAM MÓWIĆ, ŻE NIE JESTEM W CIĄŻY?! NAWET Z KIM BYM MIAŁA MIEĆ?! – wybuchła.
-Uspokój się już – rozległ się jakiś głos zza drzwiami.
Nim osoba ta się ujawniła, szatynka szybko zawołała: -Nie właź!
-Bo co mi zrobisz? – zapytał jakiś męski głos. Chłopak wszedł do pomieszczenia z lekkim uśmiechem. Miał on czarne, krótkie włosy oraz zielone oczy.
-Kaja: KIM ON JEST I CO ON TUTAJ ROBI?! – wrzasnęła Avada.
-Spokojnie Av… Chodź. – Poprosiła chłopaka gestem dłoni, by do niej podszedł. Posłuchał jej i objął ją w talii.
-Domi, Avado… To jest… - Wzięła wdech. – James Syriusz Potter. Mój narzeczony.
-JAK TO TWÓJ NARZECZONY?! – zawołały jednocześnie siostry, podrywając się z miejsc.
-Tak, mój narzeczony – odpowiedziała z dziwnym spokojem w głosie.
-Wyjaśnij nam to wszystko, Kaj – poprosiła szarooka.
Gospodyni spojrzała na Jamesa, który lekko kiwnął głową. Mężczyzna zajął miejsce na fotelu, a narzeczona usiadła mu na kolanie.
-Od czego by tu zacząć… - zastanowiła się. – Może jak się tutaj dostałam… Otóż… Em… Poszukiwałam schronienia. Poszłabym do was, ale nie wiedziałam jak zareagujecie. Poszłam do Hogsmeade. Spotkałam Rona Weasleya. No i… pomógł mi. Miał w tym miasteczku domek, o którym nikt nie miał pojęcia. Wynajęłam go, aż nazbieram pieniądze na jakiś własny. Jakiś czas później, kiedy była tutaj dość wielka ulewa, ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Spojrzałam przez okno i okazało się, że to był właśnie Jams. No i leciały lata, aż ojciec znalazł mnie nad jeziorkiem, gdy z nudów wyczarowywałam sobie patronusa.
-A skąd wiedziałaś, że to on? – zapytała Avada.
-Av… Myśmy już byli wcześniej parą. Wtedy jak był w piątym roku, a my w ostatnim, to mnie zaprosił na bal bożonarodzeniowy.
-Ale on jest młodszy od ciebie! – zawołała niebieskooka.
-O dwa lata! I co związku z tym?! Serce nie sługa, Domi.
-Powiedz już prawdę: Czy to ty z nim jesteś w ciąży?
Westchnęła zrezygnowana.
-Czemu uczepiliście się, że jestem w ciąży? – Spostrzegła, że narzeczony już otwierał usta. – Siedź cicho.
-Czemu nie dasz mu coś powiedzieć? – drążyła podejrzliwie temat jedna z przybyłych.
-Dobra… ja…
Przerwał jej dzwonek do drzwi. Chłopak zdjął ukochaną z kolan i poszedł otworzyć.
-Ciekawe kto przyszedł tak wcze… - Av urwała. – Kaja! Ojciec!
Trójka kobiet energicznie poderwały się z miejsc. Pobiegły na korytarz, gdzie było wyjście.
-Dzień dobry. A pan to…?
Nie dane było mu dokończyć, gdyż Severus Snape gwałtownie wyciągnął swoją różdżkę i przyłożył ją Potterowi pod brodę i przycisnął go pod ścianę.
-Severusie! – zawołała kobieta, która weszła za małżonkiem do mieszkania.
-Tato! – krzyknęła przerażona Kaja.
-Co robisz w domu mojej córki, Potter? – wycedził. W głosie było słychać tyle jadu, ile jeszcze jego córki nie słyszały. Patrzył prosto w zielone oczy bruneta. Od razu rozpoznał podobieństwo do Harry’ego Pottera.
-Puść go! – zawołała Kaja z głosem pełnym stanowczości.
Zignorował ją.
-Mamo zrób coś! – zwróciła się do Tośki.
-Severus, zostaw go.
-Spytałem, co robisz w domu MOJEJ córki – syknął, a na przedostatnie słowo dał dość mocny nacisk.
-KAZAŁAM CI GO PUŚCIĆ! – wrzasnęła, wyciągając różdżkę.
-Nie takim tonem, młoda panno – zwrócił się do gospodyni.
Nie wytrzymała. Podbiegła do Jamesa, z trudem pociągnęła go na bok i ukryła za sobą. Obecnie stała pomiędzy nim, a jej ojcem.
-KAJA! – wrzasnął.
-Słucham cię – uśmiechnęła się sztucznie
-Odsuń się od niego i się nie wtrącaj.
-Jak mam się nie wtrącać skoro… - Zamilkła.
-Skoro…? – zaciekawił się.
-…jest moim przyjacielem. – Po części była to prawda.
Zmierzył ją wzrokiem z góry do dołu i z dołu na brzuch. Wskazał oskarżycielsko w stronę Pottera.
-Czy to ten kretyn zrobił ci to dziecko?!
Nie odpowiedziała.
-ZROBIŁAŚ DZIECKO Z POTTEREM?! – ryknął.
-CICHO! LUDZIE SIĘ TU ZARAZ ZEJDĄ! – zawołała Avada.
Kaja wzięła głęboki wdech.
-Wejdziecie? – zwróciła się do rodziców.
Tośka pokiwała lekko głową i podeszła do swoich dwóch pozostałych córek.
-Nie mam zamiaru być pod tym samym dachem z Potterem – wycedził.
-Tato. Chyba przyszedłeś z mamą do mnie, a nie do Jamesa – zauważyła trafnie.
Zmierzył ją wzrokiem.
Pani domu zaprowadziła wszystkich do salonu.
-My będziemy musiały się zbierać – odezwała się Avada szeptem do Kai, nim weszły do salonu.
-Zostawicie mnie samą?
-Dasz radę. – Dała jej całusa w policzek.
Siostry pożegnały się ze sobą, a dziewczyna z drżącymi dłońmi dołączyła do pozostałych.
-Mamo, tato… - zaczęła siadając obok narzeczonego, zarazem naprzeciwko rodziców.
-Który to miesiąc?! – warknął.
Westchnęła. Nie będzie wciskała już kitu, bo przecież nie jest ślepy.
-Trzeci.
Zacisnął pięści.
-Chcę dokładnie wiedzieć – z kim. – Zmierzał ją wzrokiem.
-Z Jamesem. – Przełknęła ślinę. – Z… moim narzeczonym.
-ŻE CO?! DOBRA… ON OJCEM DZIECKA… ALE… CHOLERA! – krzyczał wstając energicznie z kanapy. – NIE DOŚĆ, ŻE TY I MATKA JESTEŚCIE W CIĄŻY, TO JESZCZE CHCESZ POŁĄCZYĆ RODZINĘ SNAPE Z POTTER!
-A! Kaja! Tylko nic nie mów co jest między tobą, a Jamesem – rozległ się nagły głos Avady, która wychyliła się zza drzwi. – O oł… Em… –  zakłopotała się – Pa! – Zniknęła.
-Z nimi także sobie porozmawiam… - powiedział zirytowany. – Wracając… Od kiedy Z NIM jesteś?
-Od siódmej klasy.
-I nie raczyłaś nam nic powiedzieć… - Nie spuszczał wzroku z córki. – Jak mogłaś się puścić z takim kretynem?!
-Wypraszam sobie! – zawołał James.
-Cisza! – syknął. – Zadałem ci pytanie, więc oczekuję na nie odpowiedzi.
-Nie mam do tego żadnego komentarza – rzekła chłodno.
Odważyła się spojrzeć ojcu prosto w oczy. Był naprawdę wściekły, jednakże gdzieś tam były cienie smutku i bólu.
-James… - zaczęła nadal patrząc w oczy Severusowi. – Zostaw nas proszę samych.
-Ale…
-Jest to teraz sprawa między rodziną Snape.
-No dobrze… - westchnął i chciał dać buziaka w policzek ukochanej, jednakże uniosła dłoń w obronnym geście zarazem uniemożliwiając narzeczonemu jego zamiary. Mogła przysiąc, że Sev zacisnął pięści. Potter wyszedł.
-Brak kultury… - warknął myśląc o poczynieniu narzeczonego córki. – Jak możesz z takim imbecylem od siedmiu boleści w ogóle żyć?
-To pozostawiam dla siebie – syknęła.
-Z takim tonem zaczynasz się powoli robić jak ja – uśmiechnął się wrednie. – A to nie jest dobrze, bo to moja działka.
Wzruszyła tylko ramionami.
-Jak ci się wiodło przez te pięć lat? – odezwała się Tośka po dość długim czasie. Kaja spojrzała z lekkim uśmiechem na matkę.
-Zależy w jakim sensie patrzeć, mamo. Razem z Jamesem… Dobra: Potterem – poprawiła się – ukrywałam się w tym domu. Pan Weasley…
-WEASLEY?! – zawołał Severus zirytowany. – KTÓRY?!
-Ronald – oznajmiła opanowanym głosem.
-Niezłych przyjaciół sobie dobrałaś – sarknął w stronę małżonki.
-Nie mieszajmy w to przyjaźń między nimi, a matką! – warknęła.
-Nie takim tonem, droga panno! – syknął po raz drugi w tym dniu.
-Jestem już pełnoletnia tak samo w świecie czarodziejów jak i mugoli. – Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
-Już się tak nie…
-Jeju… Tak już jest z kobietami, kiedy mają TEN okres – jęknęła wywracając oczami.
-Czy nie nauczyłem cię, że mi się nie przerywa? – Zmierzył ją po raz któryś wzrokiem.
-Nauczyłeś, ale już to dość wiele razy słyszałam – uśmiechnęła się ironicznie, wzruszając ramionami. – Możemy wrócić do pytania mamy?! – Nie czekając na odpowiedź kontynuowała: – Na czym skończyłam… a tak! Pan Weasley pozwolił mi tutaj zamieszkać na czas, kiedy znajdę coś dla siebie…
-Sugerujesz, iż mówiąc „dla siebie” masz na myśli ciebie, tego debila i dziecka, którego ojcem jest właśnie ten imbecyl?
-I kto mi teraz przerwał?!
Wywrócił oczyma.
-Idzie mi coraz lepiej, jednak do tego czasu szukałam także pracy i… - Wstała z siedzenia, po czym podeszła do szafki na której leżała jakaś kartka i podała ją matce. – Otrzymałam propozycję na posadę nauczyciela w Hogwarcie.
Kaja usiadła, zaś pani Snape przeczytała treść dokumentu, jednak brunet nie siedział bezczynnie i nim żona zdążyła do końca przeczytać, ten już zaczął mówić do córki: -Widzę, że ta posada jest na nauczyciela eliksirów, jednakże uważam, iż nie masz tylu cierpliwości i skupienia, by jakikolwiek eliksir zrobić do porządku – uśmiechnął się wrednie.
-Sugeruję co innego – syknęła. – Jakoś dostawałam Powyżej Oczekiwań na tym przedmiocie.
-No właśnie. Powyżej Oczekiwań. Ale trzeba dostawać Wybitny, by otrzymać taką pracę.
-W szóstej i siódmej klasie dostawałam już Wybitne. Wyjątek był tylko jeden, kiedy robiłam Amortencję.
-Pierwsze słyszę.
-Bo nigdy ci o tym nie mówiłam – stwierdziła całkowicie szczerze i poważnie.
-Niby dlaczego?
-Po prostu uważam, że nie warto się tym chwalić.
-Ale przynajmniej coś, no ale skoro nie zależy ci na dumie ojca…
-W jakim sensie?!
-Konkretnym Kaja. Konkretnym.
-Czy mógłbyś mówić… Spadaj Potter! – zwróciła się w stronę wchodzącego do salonu Jamesa.
-Pierwsza kłótnia? – spytał Severus z wrednym uśmieszkiem.
-To akurat sprawa między mną, a Jamesem, więc nikomu do tego – syknęła. – Co jeszcze chcecie wiedzieć?
-Ja ci powiem, co chcemy jeszcze wiedzieć – warknął. Nachylił się do przodu, oparł się łokciami o kolana, złożył ręce, rozdzielił palce i o środkowe palce podparł swój podbródek. – Od kiedy jesteś zaręczona? Czemu on żyje, skoro w Hogwarcie leżał trochę dalej od ciebie? Dlaczego się do nas w ogóle nie odezwałaś? Ile Wealsey bierze za wynajem mieszkania? – przy tym pytaniu, Tośka klepnęła go w bok, jednakże zignorował to. – Imię małego? – Spojrzał przez chwilę na brzuch córki. – Dokładna data narodzin?
Westchnęła.
-To po kolei… I nie patrz tak na mój brzuch! – zawołała w stronę mężczyzny. – Jestem zaręczona od dwóch miesięcy. Szczerze to sama nie wiem, jakim cudem żyje, jednakże nic mi o tym nie mówił.
-A powinien – wtrącił się.
-Mówiłam, że się bałam wam spojrzeć w oczy – kontynuowała ignorując wypowiedź Seva. – Jeżeli chcesz rozwinąć ten temat to zaczekaj, aż skończę – jęknęła. – Nic nie bierze. Uwierz, bądź nie. Mały? To jest ona, więc dam jej na imię Amelie.
-KOLEJNA DZIEWCZYNA?! – wrzasnął. – I BĘDZIE TAKA JAK TY?! MERLINIE…  
-I co w tym złego? Urodę będzie miała po matce, a charakter? – wzruszyła ramionami. – Chyba też po mnie – uśmiechnęła się lekko. – Kontynuując… Data narodzin? Planowo na 4 marca przyszłego roku. Jeszcze coś?
-Jeżeli będzie miała taki charakter jak ty, to będzie apokalipsa. Mam zamiar rozwinąć pewny temat.
-Jaki?
-Dlaczego się bałaś do nas odezwać?
Przełknęła ślinę.
-Bo się bałam.
-Kon…
-NIE MIAŁAM POJĘCIA JAK DO TEGO PODEJŚĆ! WYSTARCZY?! – wrzasnęła. – NAWET NAPISAĆ LISTU SIĘ DO WAS NIE ODWAŻYŁAM! – Dzielnie powstrzymała napływające łzy.
Tośka wstała z sofy i usiadła obok córki. Kiedy szatynka poczuła, iż matka ją obejmuje, nie umiała wytrzymać. Wypuściła łzy, których nie chciała, by zobaczył je ojciec.
-Gryfonka, a się nie odważyła, napisać chociaż słowa… - sarknął.
-Severusie! Skończ już!
-Tośka…!
-Rozumiem, że jesteś na nią wściekły, iż jest z Potterem a w dodatku nosi jego dziecko, ale…
-Nie tylko o to – syknął.
-Bała się! Nie mieszaj w to Gryffindoru! Tiara Przydziału zawsze dobrze się decyduje! Skoro umieściła ją wśród Gryfonów, to musiała mieć ku temu powód! Po prostu w tamtej sytuacji zabrakło jej wystarczająco odwagi!
-Wiedziałem, że w tym domu są tylko zapchlone kurczaki  – warknął.    
-Wypraszam sobie! W ogóle skąd możesz mieć o tym jakiekolwiek pojęcie, skoro byłeś w Slytherinie?! – wtrąciła się dwudziestotrzylatka.
-Mam większe pojęcie w wszystkim, niż ty.
Chciała odpyskować, jednakże wywnioskowała, iż nie da rady dłużej tego drążyć.
-Nie, że coś – zaczęła Kaja po długiej chwili ciszy – ale… moglibyście zostawić mnie samą?
-Ciekawe dlaczego – uśmiechnął się sarkastycznie. – Chcesz się miziać z tym idiotą?
-Nie? Chcę po prostu pobyć trochę sama. Mam coś do przemyślenia – odparła dość spokojnie.
-Możesz też… - zaczął, jednakże po raz kolejny mu przerwano.
-Idziemy Severusie – powiedziała stanowczym tonem.
-Ale…
-Nie marudź, tylko rusz te swoje nietoperzowate cztery litery i spełnij prośbę córki! – Zmierzyła go wzrokiem.
-Nie drażnij Węża.
-Wstawaj! – zawołała.
Wywrócił oczami i bez słowa wyszedł z mieszkania.
-Za niedługo cię odwiedzę. Obiecuję – szepnęła w stronę córki, nim wyszła z salonu.
-Czekam – uśmiechnęła się lekko.
~*~
-AVADA! – zawołał spod schodów w stronę góry.
-Co jest? – zapytała głośno ze swojego pokoju.
-Do salonu! NATYCHMIAST!
Ruszył w tamtą stronę czekając na córkę. Zeszła tuż po chwili.
-Co się stało?
-Siadaj!
Posłuchała. Nie spuszczał z niej wzroku.
-No…? – spytała, dając tym samym do zrozumienia, że czeka na powód przywołania.
-Podsłuchiwałaś rozmowę moją z matką wczoraj, oraz dzisiaj, gdy rozmawialiśmy z Kają – warknął.
-Tak – przyznała się. – Wczoraj podsłuchiwałam, a dzisiaj to nie.
-To jak mi wyjaśnisz swoje „wtargnięcie”? – syknął.
-Po prostu chciałam o czymś powiadomić Kaję, jak słyszałeś. Nic więcej.
-Czy aby na pewno? – Spojrzał na nią spode łba.
-No… Zamontowałam na korytarzu, w kuchni oraz na górze kamery. – Spuściła głowę. – Udało mi się jeszcze szybko dać kamerę w salonie.
-Dlaczego?
-Żeby się czegoś więcej dowiedzieć.
-Av! – krzyknął ktoś z góry. Obydwoje usłyszeli szybkie kroki po schodach w dół. Była to Domi z laptopem. Szybko opadła na kanapę obok siostry. – Patrz co się dzieje!
-Czy to… czy to James?! – spytała na widok tego, co widzi na ekranie.
Zaciekawiony Severus zajął miejsce po drugiej stronie Domi i spojrzał na wyświetlacz.
Widzieli salon w mieszkaniu Kai. Kobieta coś krzyczała do swojego narzeczonego. Było widać, że była wściekła.
-Nie idzie włączyć głosu, czy coś?! – warknął.
-Włącz głos Domi!
Dziewczyna przycisnęła jakieś klawisze i od razu usłyszeli krzyki.
-Jak możesz tak mówić?! To jest mój ojciec!  – wrzasnęła Kaja.
-Ale wspaniały ojciec – prychnął James. – Ciągle wtrąca się do twojego życia!
-Bo się o mnie martwi!
-Martwi?! On tobą manipuluje! Zrozum!
-Nie mam powodu! Wiem jaki on jest! To ty zrozum, iż nie masz racji, imbecylu!
-Zaczynasz być taka jak on...!
-I wiesz co? Nawet się z tego cieszę! A niby jak mną manipuluje, co?
-Wiele jest sposobów.
-To odważ się wymienić chociaż kilka!
-Co oglądacie? – spytała Tośka, która właśnie weszła do salonu. Spojrzała na ekran. – Czy to Kaja i James?! – Usiadła obok Avady i jak reszta przyglądała się temu wszystkiemu.
-Nie każ mi wymieniać, bo czasu nie starczy!
-Czasu mamy potąd! Dlaczego tak na niego najeżdżasz?! To jest mój ojciec, któremu zawdzięczam nie tylko to, że dał mi szansę na zaistnienie jak i Av oraz Domi, ale także za wiele innych rzeczy! Wiele razy się poświęcał, by mi pomóc, a w szczególności uratować!
-Ale nie zapominaj o jednym.
-Niby o czym?! – warknęła.
-Że jest złym człowiekiem!
Kolejny szok. Nie chodzi o te zdanie, ale o konsekwencje tych słów. Dokładnie widzieli, jak panna Snape przywaliła chłopakowi w twarz.
-Ale cel… - powiedziały jednocześnie siostry z zdumieniem.
-Zapamiętaj sobie raz na zawsze – syknęła, a w barwie głosu było tyle jadu, że nikt jeszcze takiego czegoś u niej nie słyszał. – Nie oceniaj Severusa Snape’a – mojego ojca – skoro nie masz naprawdę pojęcia jaki jest.
-Przekroczyłaś już granice, Kajo Gabriello Snape… - wycedził rozgniewany.
-Nie ośmielisz się zrobić mi… - Przerwała.
James Syriusz Potter – syn sławnego Harry’ego Pottera – uderzył narzeczoną prosto w twarz z taką siłą, że utraciła równowagę i upadła na ziemię.
-Jak on śmie… - zaczęła pani domu, energicznie wstając z miejsca i ruszając do wyjścia.
-A ty dokąd?! – warknął za nią małżonek.
-Do Kai, a gdzie niby indziej?! – wyszła i jak najszybciej wybiegła w posesji, po czym deportowała się do mieszkania córki. Jej kobieca intuicja mówiła jej, że coś się złego stanie.
~*~
-Kaja! KAJA! – krzyczała, waląc w drzwi wejściowe. Były zamknięte na klucz. Już chciała wyciągnąć różdżkę, jednakże otworzył jej James, który był dość spokojny.
-Dzień dobry pani Snape – uśmiechnął się. – Czym…?
-Petrificus Totalus! – zawołała wymierzając w niego różdżką.
Zesztywniał i opadł na ziemię. Kobieta szybko wbiegła do salonu.
-Kaja! Słyszysz mnie?!
Przykucnęła przy córce. Miała przymknięte powieki, spod których leciały łzy, a z jej kącika ust leciała krew. Tak samo czerwona ciecz spływały od jej nozdrzy.
-M-Mamo? – spytała cicho, otwierając oczy i spojrzała w jej niebieskie tęczówki.
-Widziałam co ci zrobił – oznajmiła zdenerwowana. – Uderzył cię tylko w twarz, czy gdzieś jeszcze?
-Kopał mnie… wszędzie… zrobił chyba wielką krzywdę Amelii… Ał… - jęknęła z bólu. – Dopiero trzeci miesiąc, a…
-O cholera...! – szepnęła. Spostrzegła na udzie córki krew. Wiedziała skąd ona jest. – Wytrzymaj Kaj!
-Wracaj do domu mamo…! Nie masz się stresować, bo jeszcze dziecku się krzywda stanie!
-Nie wygaduj głupot! Cholera… Gdzie jest Severus?!
Jak na zawołanie: Do salonu wbiegł Mistrz Eliksirów. Szybko kucnął obok Tośki.
-A gdzie James? – zapytała narzeczona Pottera.
-Streszczę: Widziałem go pod drzwiami i wylewitowałem go do śmietnika. Widzisz z jakim kretynem się związałaś?! – syknął. Wyciągnął jakiś eliksir. – Wypij to.
-Severusie! Tego nie może pić, kiedy jest w ciąży! – zawołała żona.
-Chcesz, żeby się wykrwawiła?!
-Nie, ale pomyśl też o dziecku!
Głośny jęk bólu przerwał dyskusję małżonków.
-Trzeba ją wziąć do Munga – powiedział Sev, biorąc córkę na ręce. – Wracaj do domu! – warknął.
-Nie! Idę z wami!
-Pomyśl o Alanie, kobieto!
-Nic się nie stanie. Będzie gorzej, jeżeli nie będę pewna, iż wszystko z nią w porządku!
Wywrócił oczami.
~*~
Tośka i Severus czekali na korytarzu przed salą, gdzie była Kaja wraz z uzdrowicielem. Nie odzywali się. Siedzieli w milczeniu. Po długim czasie z pomieszczenia wyszedł pracownik.
-Co z nią? – spytał Nietoperz.
-Żyje, ale poroniła.
Kobieta chwyciła się za czoło. Nie mogła uwierzyć, że takie coś spotkało jej córkę.
-Bierzemy ją do domu – odezwał się nagle.
-Nie może pan. Pańska córka powinna zostać tutaj jeszcze chociaż na dwa dni, gdyż…
-Bierzemy ją do domu – powtórzył, a w jego głosie było słychać, iż nikt nie ma prawa mu się sprzeciwić. – Dzisiaj. Teraz.
~*~
Od dwóch dni, Kaja siedziała ciągle w pokoju, który dzieliła z Domi. Do nikogo się nie odzywała. Zwykle siedziała na swoim łóżku i patrzyła przez okno w daleki punkt. Wszystkich zaczęła się bać.
-Kaja…?
Do pokoju weszła matka z obiadem. Uśmiechnęła się lekko do córki.     
-Od dwóch dni nic nie jadłaś. Musisz coś zjeść.
Pokręciła głową. Kobieta westchnęła zrezygnowana.
-Zostawię ci obiad na biurku. – Położyła naczynie na meblu i wyszła z pomieszczenia.
Szatynka podkuliła nogi. Spojrzała na talerz, jednakże nic nie potrafiła przełknąć.
-Gdyby nie to wszystko, to bym się z tym podzieliła z Amelie… - pomyślała, po czym oparła czoło o kolana i znów się rozpłakała.
~*~
-I…?
-I nic. Nie chce nic przełknąć. Z nikim dalej nie chce rozmawiać, Severusie.
-Czas to zmienić – odparł, wstając z fotela i zmierzył do schodów.
-A ty gdzie?
-Do Kai.
-Z tobą tym bardziej nie porozmawia.
Zignorował wypowiedź małżonki i poszedł na górę. Bez pukania wszedł do pomieszczenia i zastał ją rozpłakaną. Bez słowa usiadł na krześle obok łóżka szatynki.
-Jeżeli nie będziesz jadła, to wykończysz swój organizm – odezwał się.
Wzruszyła tylko ramionami.
-Będzie ci lepiej, kiedy z kimś o tym porozmawiasz.
Pokręciła głową. Wywrócił oczami.
-Kaja…
-Nie jestem Kaja! – warknęła.
-Nie wygaduj głupot.
-Nienawidzę mojego imienia! Od teraz będę się nazywała Nina Venia Snape!
-Skąd niby taki pomysł?
-Z nikąd! Jak postanowiłam, tak będzie! – syknęła.
-Posłuchaj… -  Ledwo dotknął jej dłoni, ta szybko się od niego oddaliła.
-Zostaw mnie.
-Rozumiem, że to wszystko cię boli, ale…
-No dalej! – Popatrzyła na niego załzawionymi oczami. – Powiedz jaka to ja beznadziejna, głupia i naiwna, iż związałam się z tym imbecylem!
-Akurat nie mam takiego zamiaru – powiedział. – Powiedz… Dlaczego broniłaś mnie przed Potterem?
-Skąd…?
-Powiedzmy, że to sprawka twoich sióstr. Zamontowały kamery w pomieszczeniach i słyszeliśmy kłótnię.
-Która dokładnie za tym stoi?
-Teraz nie jest to ważne. Odpowiedz na moje pytanie.
Westchnęła.
-Bo tak.
-Konkrety Ka…. Nina. Chcę konkretów.
-Skoro słyszałeś tę kłótnię, to nie muszę ci ich mówić, nieprawdaż? – warknęła.
-Dlaczego nie chcesz normalnie porozmawiać?!
-Nie umiem. Nie potrafię. Po tym wszystkim nie mam zaufania do ŻADNEJ osoby – oznajmiła szczerze.
-Co sugerujesz?
-Że już z żadną osobą nie porozmawiam na „luzie”. Będę się każdego bała! Bała, rozumiesz?! BAŁA! – podniosła głos.
-Uspokój się. – Złapał ją za nadgarstki.
-PUŚĆ MNIE! – Zaczęła się wyrywać. – Masz mnie zostawić! Wyjść! Idź! – warczała.
-Powiem ci jedno: Nie miałaś mnie bronić przed tym kretynem.
-Niby czemu?
-Bo gdybyś tego nie zrobiła, to by nie było tego wszystkiego!
-Czy… czy ty się za to obwiniasz, bo pokłóciłam się z nim na twój temat i przez to mnie pobił?
Milczał.
Zrozumiała.     
-Tato… Ty nie masz prawa się obwiniać. To wszystko tylko i wyłącznie moja wina. Zrozum to. Niczemu nie jesteś winny.
~*~
-I co? Zdziałałeś cud i z TOBĄ porozmawiała? – spytała Tośka z chytrym uśmiechem i skrzyżowanymi rękami na piersiach, kiedy jej małżonek wszedł do salonu.
-Tak. Porozmawiała.
-Że jak?! – Opadła jej szczęka. Nie mogła w to uwierzyć, iż ani jej, ani pannom Snape się tego nie udało, a Severusowi tak.
-To, co słyszałaś. – Wyszedł z pomieszczenia i gdzieś poszedł. Zaciekawiona szatynka wstała z siedzenia i poszła za jego tropem.
-Gdzie się znów wybierasz?!
-Załatwić coś.
-Niby co?!
-Zobaczysz.
-Severusie do jasnej cholery! Gdzie masz zamiar pójść?!
Wywrócił oczyma.
-Do Potterów.
-O nie mój drogi. Ty zostajesz TUTAJ. To sprawa między Kają, a Jamesem!
-Akurat tak się składa, że zmieniła sobie imię.
-Jak to… zmieniła?!
-Normalnie. Zamiast Kaja Gabrielle Snape, nazwała się Nina Venia Snape.
-Jeszcze wybiję jej to z głowy… - mruknęła do siebie.
-Gdzie Domi i Avada?
-Wyszły na spacer. Nie próbuj tego robić, Severusie. To nie jest nasza sprawa!
-Jak trzeba to trzeba. – Wyszedł z mieszkania.
-SEVERUS! – zawołała za nim. – WRACAJ! W TEJ CHWILI!
Mężczyzna deportował się.
-No to nie zostawię to tylko w twoich rękach – odparła i także teleportowała się do posiadłości jednego z swoich przyjaciół.
~~W tym samym czasie w mieszkaniu Potterów…~~
-Ja już nie wytrzymuję, ciociu. Tata za nic nie chce uwierzyć w to, że ma dwoje dorosłych dzieci, oraz jedną małą. Nie umiem mu tego wbić do głowy!
-Znajdziecie jeszcze jakiś sposób, Jean. – Ginny schyliła za dłoń młodej matki, by dodać jej otuchy. – Skoncentruj się także nad Jasonem. Nie odstawiaj swojej rodziny na bok, ale także nie rób to z swoimi rodzicami oraz swoim rodzeństwem.
-Wiem ciociu, ale… - Urwała.
Do salonu weszła jedyna córka państwa Potter, Lily. Miała ona już dziewiętnaście lat, a rude włosy w większości spięte w wysoki, długi kucyk.
-Co jest, Lil? – spytała matka.
-Patrz co znalazłam. Wczorajsze wydanie Proroka. Nie miałam wczoraj czasu, więc wzięłam się za to dzisiaj… Chodzi o Jamesa!
-Jakiego Jamesa? – zapytały jednocześnie pozostałe kobiety.
-Pottera. Jamesa Syriusza Pottera!
-Przecież on zginął w bitwie – pokręciła głową szatynka.
-Widocznie nie. Patrz mamo, jaki się stał twój ukochany synek – uśmiechnęła się złowrogo.
Ginevra wyrwała córce gazetę i przeczytała artykuł, widniejący na okładce. Co każde słowo jej oczy robiły się coraz większe, a twarz bladła.
-Ja mu pokażę… - syknęła.
-Pokaż. – Jen wzięła do rąk makulaturę. Od razu jej uwagę przykuło widok zdjęcia, na którym była znajoma dla niej dziewczyna wychodząca ze szpitala św. Munga.

WIELKI CZYN JAMESA POTTERA – SYNA HARRY’EGO POTTERA!
James Potter (l. 23) właśnie wczoraj dopuścił się czynu, na którym ucierpiały dwie osoby. Kaja Snape (l. 23) oraz ich nienarodzona córka, trafiły do szpitala Św. Munga. Panna Snape posiadała wielkie obrażenia, spowodowane właśnie pobiciem przez pana Pottera.
„Było z nią ciężko…” – mówił jeden z uzdrowicieli, pan Michael Smith. – „Nie miałem pojęcia, jak ją uspokoić. Ale cóż się dziwić? Poroniła.”
Jakiś czas później, kiedy poszkodowana wychodziła ze szpitala, spotkaliśmy ją w towarzystwie jej matki, T. Snape, oraz ojca, S. Snape’a. Chcieliśmy się dowiedzieć czegoś więcej, jednakże nikt nam tego nie umożliwił.
„Rozejść się, a nie taki hamider tutaj robicie” – warczał były nauczyciel.
„Zostawcie” – powiedziała tylko matka pokrzywdzonej.
James Potter – syn Chłopca-Który-Przeżył , pokazał na co go stać. Zabił bezbronne małe, a w dodatku własne dziecko, oraz załamał członkinię rodziny Snape.
Jest on poszukiwany! Jeżeli ktoś go spotka, niech natychmiast się skontaktuje z Ministerstwem!

-James coś takiego zrobił?! – zawołała przerażona Zabiniówna.
-HARRY! – krzyknęła rozwścieczona Ginevra. Po chwili zjawił się jej mąż. Wstała gwałtownie z miejsca i przycisnęła gazetę o tors męża. – PATRZ, JAKIEGO MASZ SYNA!
Zdezorientowany brunet chwycił Proroka, a okładka już go przeraziła. Zaczął czytać artykuł. Przeczytał tylko nagłówek, gdyż gwałtowne i głośne pukanie do drzwi. Panna Potter szybko otworzyła drzwi.
-POTTER!! – rozbrzmiał wściekły głos Severusa Snape’a.
~*~
~~Powróćmy do Niny…~~
Uspokoiła się. Czuła się odrobinę lepiej, że mogła wyrzucić z siebie to, czego nie potrafiła. Odważyła się do czegoś kolejnego. Opuściła swój pokój, gdzie czuła się najbezpieczniejsza. Zeszła powoli i cicho po schodach. Poszła do kuchni.
-Mamo? Avada? – zawołała cicho.
Brak odpowiedzi.
-Domi?! Tato! – zawołała głośniej.
Nie miała pojęcia, gdzie oni mogli być. Tylko ona była w domu. Sama. Ogarnął ją po raz kolejny strach. By mieć pewność, iż nikt nie pomyśli, by wejść do domu, zasłoniła wszystkie okna, jakie się znajdowały w mieszkaniu.
-Gotowe… Gdzie oni są…? – Usiadła na krześle w kuchni i ukryła twarz w dłoniach. Nagle usłyszała jakieś skrzypnięcie. Spojrzała energicznie za siebie. Nawet w półmroku mogłaby rozpoznać te oczy.
-Jak tu wszedłeś?!
-Mam swoje sposoby.
-Jeszcze ci mało?!
-Brakuje mi ciebie… - mruknął, wyłaniając się z cienia. – Jest mi bardzo przykro z powodu tego, co się stało z naszą córką…
-Moją córką, Potter. MOJĄ – syknęła. Nie chciała, by taki palant był ojcem jej maleńkiej kruszynki, której już nie było.
-Czyżby? – Uniósł jedną brew ku górze.
-Weź stąd wyjdź, bo jak tata wróci, to…
-Grozisz mi?
-Może. Weź spieprzaj! – Ruszyła w stronę salonu. Pożałowała tego. Poszedł za nią i zaczął nią szarpać. – PUŚĆ MNIE!
-Mi się nie przeciwstawia, panno Snape. Jak taka piękna dziewczyna może nosić nazwisko takiego powalonego człowieka?
-Odpieprz się od mojego ojca!
-A nie zastanowiłaś się, że gdyby dwa dni temu, twoi rodzice nie przyszli, to by potem nie było pomiędzy nami tej sprzeczki i Amelie by żyła?
-Nie łącz rzeczy związane z Amelie z moimi rodzicami!
-Do twojej matki nic nie mam.
Już do niej dotarło to, co dokładnie brunet chciał jej powiedzieć.
-Nie. Obwiniaj. Mojego. Tatę. O. Śmierć. Mojej. Amelie! – wysyczała. – To wszystko TYLKO i WYŁĄCZNIE TWOJA WINA!
-Ze mną się tak nie igra, kochanieńka… - W jego oczach zaistniał nowy błysk. Błysk, którego Nina najbardziej się bała.
~*~
~~Powróćmy do państwa Snape…~~
-Profesor Snape? – Harry niedowierzał. – Co pan tu robi?
-Skosić ci dupę, Potter, a co myślałeś?! Że na herbatkę wpadłem?! – warknął.
-Co ja znów zrobiłem? – spytał jak małe dziecko.
-Kiepsko ci poszło wychowanie syna – odparł z drwiną w głosie
-O co panu chodzi? – wtrąciła się najmłodsza członkini Potterów.
-Lily idź do pokoju – poradziła Jean, wyłaniając się z kuchni.
-Ale…
-Lepiej idź do pokoju.
-Chwila… - Zwróciła swój wzrok na przybyłego. – Pan jest… Profesorem Severusem Snapem, tak?
Przytaknął.
-No to wiem, o co chodzi! – zawołała.
-Lily do pokoju! – odezwała się pani Potter.
-Mamo, ale…
-Nie dyskutuj! – Wskazała palcem w górę.
-Czy może mi ktoś w końcu powiedzieć, o co tutaj chodzi?! – zawołał zirytowany Harry.
-Nie czytałeś wczorajszego Proroka, Potter? – syknął Snape.
-Właśnie mi pan przerwał! Dopiero tylko nagłówek mogłem przeczytać!
Opuścił lekko różdżkę, jednakże nadal był wściekły na tego człowieka, który był ojcem chłopaka, który z kolei dopuścił się do niewybaczalnego czynu.
-Przeczytaj – odezwała się Zabiniówna, podając wujkowi gazetę.
Ten szybko przeszedł po tym tekście, a gdy skończył był blady i miał oczy szeroko otwarte.
Severusowi nie chodziło mu konkretnie o jego syna, ale o własną córkę.
-Przecież… James nie żyje. Myślałem, że Kaja Snape także… To musi być nieporozumienie! – zawołał zielonooki.
-Prasa tym razem nie kłamie. Widziałem to na własne oczy – wysyczał, a w jego barwie głosu było tyle jadu, że aż dreszcze po plecach przechodziły.
~~Zapraszam ponownie do mieszkania Snape’ów~~
-ZOSTAW MNIE W KOŃCU W SPOKOJU!! – zawołała zrozpaczona, uciekając przed swoim byłym narzeczonym do łazienki.
Bała się go. Najbardziej na świecie. To on wyrządził jej największą krzywdę, tak samo jak Amelii.
Chciała szybko zamknąć drzwi, jednakże James zablokował wejście stopą i wtargnął do pomieszczenia, w którym górowała biel. Złapał ją energicznie za ramię.
-Mówiłem, że ze mną się nie zadziera.
-CZEGO W OGÓLE ODE MNIE CHCESZ?!
-Masz wobec mnie dług, panno Snape.
-Nie mam żadnego długu! To ty go masz! To ja w pewnym sensie dałam ci schronienie! Ty tylko mnie wykorzystałeś!
-10 punktów dla Gryffindoru, za spostrzegalność panny Kai Gabrielle Snape – prychnął.
Chciała powiedzieć, że nie nosi już tego imienia, jednakże postanowiła tego nie drążyć.
Po chwili wpił się brutalnie w usta szatynki. Wyszarpywała się z jego ścisku. Z wszystkich swoich sił. Niestety… na marne. James był umięśnionym i silnym mężczyzną, a ona? Ile by dała, by mieć przy sobie różdżkę? Upuściła ją gdzieś w salonie, podczas gdy uciekała. Czarodziej bez różdżki nie jest czarodziejem – jak to mawiali jej rodzice.
Kiedy odczepił swoje usta od jej, miała zamiar go boleśnie skrzywdzić, jednakże nie miała takiej szansy. Nim zdążyła otworzyć usta, usłyszała szept bruneta przy swoim uchu.
-Wiesz, że musisz być tylko moja.
Chciała go odepchnąć, uderzyć, kopnąć… Przypomniała sobie historię Jean Narcyzy Zabini, która opowiadała jej właśnie dzień przed bitwą, gdy się tutaj na jeden dzień ukryła, co takiego ją spotkało. Teraz wie, co takiego musiała wtedy czuć dziewczyna.
Wszystkie jej starania nie doszły do skutku. Wiedziała, co takiego Potter chciał z nią zrobić. Nie chciała do tego dopuścić, jednakże co miała tutaj do gadania? Nie miała bladego pojęcia, jak go wywalić z mieszkania. Bardzo pragnęła tego, by ktoś ze Snape’ów wrócił do domu i ją uwolnił od tego napaleńca.
~~No i wróćmy ponownie do państwa Snape~~
W mieszkaniu państwa Potter, rozległa się dość ostra awantura pomiędzy Harrym, a Severusem. Jean musiała wracać już do domu.
-Severus… - odezwała się Tośka, jednakże widocznie nie słyszał tego. – SEVERUS! – zawołała.
Spojrzał na nią.
-Musimy wracać do mieszkania – oznajmiła, a głos miała załamany.
-Co się dzieje? – Podszedł do niej. Bał się, że chodzi o nienarodzonego Alana.
-Kaja… Znaczy Nina… Trzeba szybko dotrzeć do domu! – przeraziła się. Snape odetchnął lekko z ulgą, jednakże nie do końca. – Ona jest w tarapatach. Czuję to.
-W jakich znów tarapatach?! – warknął.
-Nie mam pojęcia, ale coś się tam dzieje!
Po chwili deportowali się. Szybko uzgodnili, że Potterowie wybiorą się razem z nimi.
~*~
-Gdzie ona może być? – szepnęła do siebie Tośka, gdy przekroczyli próg domu. Szatynka spostrzegła w salonie zielonkawą bluzkę córki. Zaczęli przeszukiwać dolne pomieszczenia, kiedy nagle usłyszeli krzyk.
-ZOSTAW MNIE!  NIE MASZ PRAWA…!
Severus puścił się biegiem ku górze. Za nim biegła Toś. Gdy usłyszeli kolejne błagalne wołanie, dowiedzieli się, iż wrzaski dochodzą z łazienki. Wleciał do pokoju i wyciągnął energicznie różdżkę.
-Drętwota! – zawołał.
Jamesa od razu odrzuciło od przerażonej dziewczyny. Ukryła się w kącie patrząc z przerażeniem na wchodzących rodziców. Snape’owa wyprzedziła małżonka w drzwiach i podbiegła do córki, którą mocno do siebie przytuliła.
-Uspokój się, Kaj… - uciszała ją. 
-Chciał mnie zgwałcić… - wydyszała. – Nie udało mu się tylko ściągnąć mi maj... maj… maj… - Zadławiła się powietrzem. Wydała cichy szloch.
-Oddychaj spokojnie. Uspokój się. Już tutaj jestem.
Młoda kobieta patrzyła zszokowana na to, co było za plecami jej matki. Harry i Ginny próbowali oddzielić wściekłych mężczyzn. Dlaczego się to wszystko dzieje? Dlaczego nie mogą żyć w spokoju? Dlaczego była taka nieostrożna w Hogsmeade, kiedy znalazł ją właśnie Sev?
-Załóż to – odezwała się ponownie ciężarna i nałożyła córce fioletowy szlafrok. Dziewczyna złapała za brzegi ubrania i owinęła się.
-Mamo, ja… ja…
-Nic nie mów. Uspokój swój oddech. Wszystko będzie dobrze. Nie jest to kłamstwem. Jestem tego pewna. Chodź. Zejdziemy do salonu…
-Nie! – zaprotestowała. – Tam się to zaczęło… Chciałam się od niego oderwać, a on mi energicznie rozerwał bluzkę… Udało mi się tutaj uciec, jednakże nie odpuścił. – Rozpłakała się na dobre.
-Nie będziesz przecież tutaj ciągle siedziała!
Uniosła na matkę wzrok. Przytaknęła lekko głową. Wstały z miejsca i szybko ruszyły do pokoju młodej dziewczyny i Domi. Usiadły na łóżku, a po chwili widziały, jak kompletnie wyprowadzony z równowagi Severus, wygania Potterów z swojego mieszkania. Przez kilka minut siedziały w ciszy. Wrócił mężczyzna. Przysiadł się po drugiej stronie córki.
-Dlaczego wpuściłaś Pottera?
I Nina opowiedziała to, jak James wtargnął do mieszkania i chciał do niej wrócić. Potem doszła do momentu, o którym ciężko było jej mówić – próbie gwałtu.
~*~
            Dziewczyna siedziała sama w pokoju. By odtrącić wszelkie wspomnienia i myśli tego, co się działo dzisiaj, zaczęła czytać książkę.
            Nagle usłyszała jakiś dźwięk.
            Odłożyła książkę i ostrożnie podeszła do okna. Spostrzegła przed furtką jakiegoś mężczyznę. Przełknęła głośno ślinę.
            -James… - szepnęła. – To James!
            Chciała się gdzieś ukryć. Tylko…
            -O nie… Nie pozwolę… Zapłaci za wszystko… - szepnęła przymrużając gniewnie oczy.
Wzięła szybko różdżkę go ręki, skierowała nią w pilot od telewizora. Wypowiedziała zaklęcie, a urządzenie zamieniło się w pewną broń. Schowała różdżkę, wzięła przetransmuowany przedmiot i ruszyła na dół. Miała szczęście, że w salonie nie było ani Tośki, ani Severusa. Wybiegła na dwór. W wnętrzu łomotało jej serce jak oszalałe. Ogarnął ją strach, jednak tego nie okazywała.
            -Pożałujesz wszystkiego! – krzyknęła.
            Ruszyła biegiem do przybyłego. Była już kilka metrów od niego, gdy usłyszała jego głos.
            -Kaja! Odłóż tę siekierę!
            Zatrzymała się. To nie był ten głos. To był głos, który znała jeszcze z dzieciństwa. Głos, który od lat nie słyszała.
            -Nikodem? – niedowierzała. - Co ty tu robisz? – Opuściła rękę, w której trzymała siekierę. Stała przed swoim najlepszym przyjacielem jeszcze z czasów dzieciństwa. Zmienił się. Nie widziała go, nie od pięciu lat, tylko od dwunastu! Urósł, że był od niej o pół głowę wyższy, wyszczuplał… Jednak coś nie uległo zmian… Jego niebieskie oczy, krótkie, brązowe włosy…
            -Przyszedłem w odwiedziny – uśmiechnął się delikatnie.
            -Pamiętasz, gdzie mieszkam?
            -Dlaczego nie miałbym pamiętać? – Wzruszył lekko ramionami. – Kaja…
            -Nina. – Spojrzała na niego znacząco.
            -Dlaczego zmieniłaś imię?
            -Musiałam.
            -To… Nina… Widziałem artykuł Proroka. – Popatrzył w jej oczy. Przybliżył się do niej, jednak ona szybko się oddaliła na bezpieczną dla niej odległość. – Jak się czujesz?
            Wzruszyła ramionami.
            -Nijak. Jaki cel ma twoja wizyta tutaj?
            -Po prostu przyszedłem sprawdzić, co u ciebie. Martwię się o ciebie.
            Przyjrzała mu się uważnie. Nadal nie miała już do nikogo zaufania. Jednak w jego barwie głosu, wyczuła szczerość, oraz troskę.
            -W-Wejdziesz? – zająknęła się.
            -Na pewno? – upewnił się.
            Pokiwała głową.
            -A twój…
            -Spokojnie – przerwała mu. – Najwyżej jakoś się przekradniemy.
            Chciał ją objąć, ale sądząc po tym całym artykule, oraz jej oddaleniem się od niego, gdy się do niej zbliżył, odrzucił tę chęć. Szli tylko ramię w ramię.
Weszli do środka. Snape’owa pokazała przyjacielowi palcem, by był cicho i wskazała na górę. Ruszyła za nim. Przeszli do salonu, który dalej był pusty. Chłopak wszedł już na pierwszy stopień, aż nagle usłyszeli odchrząknięcie. Przerażona dziewczyna odwróciła głowę w stronę drzwi do kuchni i ujrzała swojego ojca, który miał skrzyżowane ręce na piersi i patrzył podejrzliwie na córkę. Przyjaciel dziewczyny wiedział, żeby nie wychodził na widok, więc stał w miejscu, w ukryciu.
            -Kaja…
            -Mam na imię Nina, tato. Zapamiętaj to proszę.
            -Po co ci ta siekiera?
            Zesztywniała. Spojrzała na swoją prawą dłoń, w której dalej trzymała broń. Kompletnie o niej zapomniała.
            -Po co ci ta siekiera? – powtórzył cierpliwie.
            -To… to nie jest siekiera.
            -Przecież nie jestem ślepy!
            -Wiem, ale to jest… pilot do telewizora. Po prostu użyłam transmutacji.
            Wywrócił oczami.
            -Co ty znów wyrabiasz?
            -Ja… Em… - Spojrzała na schody i wskazała kciukami w tamtym kierunku. – Idę do góry – uśmiechnęła się lekko.
            -Panie Dalton! Niech pan zejdzie z tych schodów! – zawołał Severus.
            Nikodem przełknął ślinę, wziął głęboki wdech i podszedł do szatynki, stając obok niej, jednak pamiętając o odległości.
            -Dobry wieczór, proszę pana – przywitał się.
            -Witam. – Zmierzył go wzrokiem, po czym przeniósł spojrzenie na jedną z córek. – Miałaś w ogóle zamiar powiadomić mnie, albo matkę o tym, że Nikodem przybył tutaj w odwiedziny?
            -Ja… Nie. Nie miałam zamiaru – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Po prostu się obawiałam, że go wyrzucisz z domu i… ten tego.
            Wywrócił oczami.
            -Idźcie.
            Obydwoje spojrzeli na niego zdziwieni.
            -Na co jeszcze czekacie? Na zaproszenie? - Zwrócił swój wzrok na szatyna. – Tylko nie przeginaj struny.
            Skinął lekko głową i razem z dziewczyną pobiegli na górę do pokoju jej i Domi.
            -Kto tu był?
            Z kuchni wyłoniła się Tośka i stanęła obok małżonka.
            -Pan Nikodem Dalton.
            -Niko? – niedowierzała.
            -Chyba powiedziałem. – Patrzył w kierunku schodów. Pani Snape wiedziała o co chodzi.
            -Nic jej złego nie zrobi. Jestem tego pewna.
~*~
-Nina… Na serio: Ja się dalej boję twojego ojca – odrzekł całkowicie poważnie.
            Zaśmiała się.
            -Nie masz czego się bać. Przecież znasz go nie od dwóch dni. – Usiadła na łóżku. Wskazała chłopakowi krzesło przy jej biurku. Usiadł na wskazane miejsce. – Jak ci się wiedzie? Masz rodzinę?
            -Nie, nie mam rodziny.
            -A dziewczyna?
            -Jestem wolny – wzruszył ramionami. – Dalej nie znalazłem odpowiedniej kobiety.
            Westchnęła i spuściła głowę.
            -Słuchaj… - zaczął. – Czy ty może nadal… no wiesz…
            -Nie, Niko. – Pokręciła głową. – Uczucie te było dwanaście lat temu. Byliśmy mali, głupcami…
            -Jednak nie zaprzeczyłaś, że możesz do mnie nadal to czuć – zauważył trafnie.
            -Proszę cię… Nie zaczynajmy tego tematu.
            -Nina. – Wstał i usiadł szybko koło niej na łóżku i chwycił za dłoń. Przytrzymał jej rękę tak mocno,  iż nie miała szans, na oderwanie od jego. – Nawet jak przez tyle lat się nie widzieliśmy, nadal jesteś dla mnie ważna. Ważniejsza niż myślisz. Należy mi na tobie. Ja cię ko…
            -Nie. – Wyślizgnęła się z jego ścisku, w taki sposób, że jednak jej się to udało i poderwała się z wyrka. – Nie kończ. Błagam.
            -Dlaczego? Bo boisz się, co będzie dalej?
            -Boję się przyszłości.
            -Posłuchaj… - Stanął obok niej i ostrożnie położył swoje dłonie na jej ramionach. Miał nadzieję, że się od niego nie oddali, co się na jego szczęście stało. – Musisz iść dalej. Nie możesz patrzeć wstecz. Nie możesz ciągle być w myślach więzieniem Pottera. Nie wszyscy są tacy jak on. Ja jestem inny. Możesz mi zaufać.
            -Nikodem! – Oddaliła się i stanęła przy oknie. – Ja sobie samej nie ufam, więc jak mam zaufać tobie?! Ja nawet nie ufam siostrom i rodzicom! Jak widziałam cię przez te okno, to sądziłam, iż to Potter, dlatego wzięłam ze sobą broń i…
            -Uspokój się już! – przerwał jej i energicznie ją do siebie przytulił.
            Chciała go od siebie oderwać. Chciała go wyprosić z domu. Chciała, by zostawił ją w spokoju. Chciała, by nikt już jej nie zranił.
            Jednak…
            W głębi serca, była szczęśliwa z tego, że ją do siebie przytulił. Że jest szczery. Że jest troskliwy. Że jest obok niej.
            Ale…
            No właśnie. Zawsze jest te „ale”… Nie ufała.
            Jednak gdy przypomniały jej się dziecięce lata, jak ją pocieszał, jak ją zaprowadził do domu, gdy skręciła kostkę, jak pobił się z chłopakami w jej obronie…
            Odwzajemniła uścisk.
            -Dziękuję i przepraszam.
            -Za co dziękujesz?
            -Że tutaj jesteś.
            -A przepraszasz?
            -Że cię oszukałam.
~***~
Rok później…
            -Wszystko już w porządku?
            Nina uśmiechnęła się do przyjaciela. Wróć! Swojego ukochanego. Minęło bardzo dużo czasu, by nabrała zaufania do rodziny, siebie, a najważniejsze – do niego.
            Kochała go. Kochała go takiego, jaki jest. Jego charakter. Jego zaangażowanie w pomoc. Także pokochała swojego małego braciszka, Alana. Był taki słodki… Taki maleńki… Cieszyła się, widząc szczęśliwych rodziców, którzy opiekowali się chłopczykiem.
            Wracając jednak do Niny i Nikodema…
            Kiedy byli jeszcze bardzo młodzi, była w nim zakochana. Albo najwyżej na początku było to tylko zauroczenie, jednakże ciągle to do niego czuła. Zorientowała się, że to z Jamesem, to było TYLKO zmniejszenie tęsknoty za jej najlepszym przyjacielem z dzieciństwa.
            Nie byli wprawdzie parą, jednakże to nie wykluczało tego uczucia. Widziała, iż zależy mu na niej. Że nie jest dla niego tylko najlepszą przyjaciółką od serca.
            -Tak. Dziękuję. Nienawidzę mieć skręconej kostki – zaśmiała się.
            -Trzeci raz, na pewno się to nie stanie – uśmiechnął się, siadając na skraju łóżka przyjaciółki.
            -A skąd wiesz? Nigdy nic nie wiadomo – roześmiała się głośniej.
            -Właśnie… Nina… Chciałbym poruszyć jeden temat…
            -Jaki…? – zapytała niepewnie.
            -Czy… Czy ty… chciałabyś… - jąkał się.
            -Wyduś to w końcu z siebie! – zawołała lekko rozbawiona.
            -Ja…
            Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, pocałował ją w usta. Miała takie… ciepłe, delikatnie, miękkie… Po chwili oddała pocałunek. Chwilę później, odczepili swoje wargi.
            -Nina… - zaczął.
            -Kocham cię, Nikodemie – odparła na jednym wydechu.
            Posłał jej uśmiech. Obydwoje byli szczęśliwi. Cieszyli się tym, że są obok siebie. Obok siebie, by być razem. By obdarowywać się miłością.
            -Ja ciebie też kocham, Nina.

1 komentarz:

  1. O ja :D ale długi początek :D ale już to czytałam chyba kiedyś, nie? :* hahahah <3 pozdrawiam! Z.:*

    OdpowiedzUsuń